• Wpisów:24
  • Średnio co: 100 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 15:47
  • Licznik odwiedzin:2 420 / 2519 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Obiecywałam , że tu wrócę. Niestety , nie mam tyle czasu na pisanie. Na razie oswajam się z nowymi dodatkami do gry.W tym tygodniu , najprawdopodobniej w weekend, postaram się dodać nowy wpis. Nie rozpoczynam nowej historii , bo nie mam pomysłu na nową postać. Wytrzymajcie jeszcze trochę. A teraz trochę screenshotów z gry zarówno starych , jak i nowych. Strzałeczka - Leah
 

 
Dawno mnie nie było , ale myślę że część wytrzyma jeszcze troszkę. Znowu naszła mnie wena. Wpis myślę już niedługo. ;p Pozdrawiam.
 

 
Wiadomo , rok szkolny zaczyna się już w poniedziałek , od tego czasu nie będę za często na blogu. Wiadomo , od pon. do pt. wogóle nie pojawię się tutaj , chyba że na informatyce bądź o dziwo będę. Pisać raczej będę w jakieś ferie , bądź święta. Zobaczymy. Zostawiam was z nowym wpisem na jakiś czas. Do zobaczenia następnym razem. | Leah
  • awatar ` April <33: Ja też nie będe często na komputerze więc dzisiaj muszę chyb napisać może ... 3 wpisy na zapas ;DD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Lecz to nie był koniec wrażeń z tamtej nocy. Zrzuciłam z siebie imprezowe ciuchy i ubrałam się w wygodny kostium kąpielowy. Czułam , że i tak już nie zasnę , dlatego też udałam się nad basen , by umoczyć swoje gładkie stopy w zimnej wodzie. Będąc w drzwiach spostrzegłam sylwetkę mężczyzny pływającego w zbiorniku wodnym. Przecierałam oczy ze zdumienia. Podchodząc bliżej zauważyłam również iż człowiek ten jest ... nagi ! Od razu zareagowałam :
- Ej , co ty wyprawiasz w tym basenie , golasie ?!
- Nie żaden " golas " , a Alvaro. Pani Haley mnie zatrudniła - odpowiedział.
Przystojniak spojrzał na mnie uwodzącym spojrzeniem i wydostał się z wody.
Podskoczyłam z wrażenia widząc jego nagą sylwetkę. Odwróciłam się. Było mi strasznie głupio.
- Ależ nie musisz się bać , nic ci nie zrobię - rzekł Alvaro.
Wróciłam do wcześniejszej pozycji. Starałam się nie patrzeć na jego genitalia.
- Rozumiem , że moja przyjaciółka cię zatrudniła. Wytłumacz mi tylko , co ty robisz w basenie zupełnie nagi ?! - spytałam go.
- Taka moja natura , jestem ogrodnikiem i lubię pływać w czyichś basenach bez ubrań.
" Dziwak , słodki dziwak " - pomyślałam.
- Tylko nie mów jej błagam , ponieważ wylecę z pracy , a naprawdę trudno teraz o dobry zawód - uprosił mnie Alvaro.
- Niech ci będzie. Tylko nie rób tego już więcej. Masz jakiś inny akcent. Jakiej jesteś narodowości?
- Z Hiszpanii jestem - rzekł.
- Dobra , tylko się ubierz !
W tej samej chwili udałam się do posiadłości Haley.Najpierw ubrałam się w ubrania po czym zeszłam na parter. Zakochana para nadal siedziała na kanapie i obejmowała się , tylko w innych ubraniach. Spojrzałam na zegarek. Zrobiłam się senna , w końcu była piąta nad ranem. Chciałam ułożyć się w łóżku i tak zrobiłam. Kolejne 3 godziny spałam.
Obudzona zostałam po ósmej głośnym brzęczeniem Haley na gitarze w piwnicy. W kuchni ktoś w tym samym momencie rozbił szklane naczynie. To pewnie Ruth - niebiesko włosa dziewczyna mojej przyjaciółki.
" Muszę jej w końcu przemówić do rozumu , nie znoszę jej ciągłych tajemnic i kłamstw " - myślałam gapiąc się w sufit. Wstałam z łóżka i pościeliłam je , po czym poszłam na niższe piętro domu.Tam strudzona Ruth sprzątała kawałki leżącego wszędzie szkła. Nawet nie zauważyła mnie jak obok przechodziłam. Nie zważywszy na to weszłam do piwnicy , w której Haley ćwiczyła swoje piosenki. W pewnym momencie odłożyła gitarę. Spojrzała na mnie pytająco.
- Czy mogłabyś mi wytłumaczyć dlaczego nie powiedziałaś mi o nowych domownikach w twoim domu?- spytałam wrogo.
Dziewczyna podeszła do mnie bliżej.
- Powinnaś wiedzieć , że to moja posiadłość i mogę sobie zapraszać kogo chcę i zatrudniać również kogo chcę , a natomiast jeśli ci się coś nie spodoba to możesz się w każdej chwili wyprowadzić. Nie staję na drodze. - rzekła.
Nie mogłam uwierzyć w słowa które wypowiedziała moja najlepsza przyjaciółka. Zraniła mnie i to bardzo. Z płaczem wybiegłam z jej domu. Pieszo wybrałam się na grób mamy. Po 2o minutach drogi , dotarłam na miejsce. Usiadłam na marmurowej ławeczce znajdującej się tuż obok miejsca pochówku. Było ono przyozdobione wieloma kolorowymi kwiatami , które sprawiały wrażenie , jakby otulały grobowiec. Na posadzce umieszczona została rzeźba upiornego potwora , dokładnie nie wiem jakiego , moja mama bardzo lubiała to fantastyczne stworzenie.
" Myślę , że do tego miejsca będę wracała jeszcze często jak będzie mi ciężko. Tak jak teraz , na przykład. Będę prosiła cię o rady itp. Ale teraz nie chcę cię zamęczać swoimi smutkami , zrobię to innym razem ,ponieważ idę zaraz do studia, śpij spokojnie ". Te słowa skierowałam do mamy.
Dalsze sześć godzin spędziłam w pracy. Mojemu pracodawcy bardzo podoba się jak pracuję. Chociaż nie dostałam tego samego dnia awansu , to i tak się cieszyłam. Dostałam jakąś pochwałę , w końcu coś dobrego.
Zmęczona ciężką harówką do domu zawiozła mnie taksówka. Siedząc w pokoju , nawet nie witając się z domownikami postanowiłam się odświeżyć. Po szybkim prysznicu zawszę czuje się lepiej i młodo.
Przygotowana na kąpiel udałam się do łazienki na pierwszym piętrze. W drzwiach ujrzałam (ponownie) Alvaro nagiego. Byłam wściekła. Zastanawiałam się co on wogóle robi w łazience , w mojej łazience.
- Powiedz mi , co ty wyprawiasz ? To jest moje pomieszczenie , nie powinieneś się tu znajdować! - krzyknęłam.
- Oh , przepraszam. - odpowiedział. - Ja wiem , myślałem że to łazienka Haley , pozwoliła mi się umyć.
" W basenie mógł " - zażartowałam sobie w myślach.
- A więc , co tu jeszcze robisz ? - spytałam go.
Młody Hiszpan podszedł bliżej. Położył swą dłoń na mym ramieniu , po czym zdjął ręcznik , w który byłam owinięta. Nasze ciała stały się zupełnie nagie. Zbliżyliśmy się do siebie. Uścisnął moją dłoń i wszedł pod prysznic , ja zrobiłam to również. Odkręcił kurek z ciepłą wodą. Objął swoimi bezpiecznymi rękoma i pocałował mnie w szyję. Szyby zaparowały. Nikt nas już nie widział.

  • awatar ` April <33: Ah ... miłość! Myślę, że z tym przepięknym Hiszpanem zostaniecie ... parą? Pasujecie do siebie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wróciłam. Jak tylko się ogarnę zacznę pisać.
 

 
Hej ! Nie będę dodawała wpisów dotyczących historyjki , gdyż wyjeżdżam na 1o dni. Wiadomo , komputera stacjonarnego z domu nie wyniosę . ponieważ na nim mam simsy. Wyjeżdżam 16.08 , a wracam 26.08. Może popracuję trochę nad historią Leah i od razu po przyjeździe dodam wpis ze zdjęciami , oczywiście.
A może podzielę się z wami fotkami z gór.
Zobaczymy ^.^
Pa !
 

 
Jak to przystało na tradycję w naszej rodzinie , pogrzeb odbył się bardzo szybko , bo już następnego dnia po śmierci mojej mamy. Nadal nie mogę uporać się z jej odejściem.Bardzo mi jej brakuje.Nie wiem czy tę pustkę - coś bądź ktoś wypełni. Na razie pomaga mi się uporać z tym wszystkim Haley , której mogę zaufać. Moja przyjaciółka od zawsze mnie wspierała , nawet w tych najtrudniejszych momentach, a ten nadarzył się akurat teraz. Sama straciła rodziców i wie jakie to uczucie. Przynajmniej tyle może dla mnie zrobić.
Pogrzeb odbył się na głównym cmentarzu w Bridgeport. Zaproszone zostały tylko osoby blisko związane z moją matką oraz naszą rodziną. Nie było ich sporo , ja i mój ojciec nie chcieliśmy by zjawiło się wiele nieznajomych nam twarzy. Towarzyszyła mi Haley , która w chwili zakopywania trumny powstrzymywała mnie przed wtargnięciem do dołu , w którym miała być ona umieszczona. Jestem jej za to bardzo wdzięczna , nie chciała bym zachowała się jak jakaś wariatka. Uroczystość trwała dość krótko. Po niej wszyscy udali się do swoich domów. Najbardziej zaskoczył mnie fakt , iż ojciec na ceremonię przyszedł z młodą blondynką o jasnej karnacji. Kobieta nie wyróżniała się spośród zaproszonych , była ubrana na czarno i elegancko , tak jak przystało na pogrzebie.
Dziewczyna była w podobnym wieku jak ja.
Nie można było jej nic zarzucić oprócz tego , iż trzymała mojego ojca za ręce , jakby byli oni razem. To wzbudziło we mnie mieszane uczucia. Nie wiedziałam co mam myśleć o tej sytuacji. Postanowiłam , że po pogrzebie będę ich śledziła.
Na początek jednak wróciłam do domu z Haley by przebrać się w coś bardziej wygodnego. Będąc już gotowa , udałam się swoją toyotą do rodzinnego domu. Mimo iż dzieliło mnie 5 kilometrów przez zakorkowane miasto , udało mi się przedostać na przedmieścia. Po trzydziestu pięciu minutach jazdy byłam już pod budynkiem , w którym znajdowała się ta niby " para ". Schowałam się w krzaki rosnące nieopodal ogródka i tam z ukrycia obserwowałam każdy ruch domowników. W oknie ujrzałam tulących się ludzi , którymi byli Joseph i tajemnicza niebieskooka blondynka. Nie mogłam powstrzymać łez.
- Czyżby ojciec znalazł sobie inną ,młodszą kobietę , usuwając przedtem Danielle?!Wymienił sobie na nowszy model!A więc to tak działa,ten podły typ pozbył się mojej matki , by spędzić dalsze beztroskie życie z jakąś lalunią! - miałam dziwne myśli.
Po godzinie nastało późne popołudnie. Nadal obserwowałam rodzinny dom. W pewnej chwili wyszli z niego radośni " młodzi " trzymając się za ręce.
Nie mogłam znieść tego widoku , dlatego też głębiej schowałam się w krzakach , by na nich nie patrzeć. Jedyne co wtedy usłyszałam to odgłos silnika samochodu , który wyjeżdżał z podjazdu. Postanowiłam ruszyć za autem , które zmierzało w kierunku parku. Udając niezauważalną , znalazłam się w odpowiednim miejscu i czasie. Ojciec Joseph i dziewczyna obejmowali się właśnie na ławce. Patrzyli sobie głęboko w oczy , jak zakochani. W pewnym momencie ich wargi styknęły się i zaczęli się namiętnie całować. Miałam już dość oglądania starego ojca , obmacującego jakąś pustą blondynkę.
To był odpowiedni czas , by się ujawnić. Wielkimi krokami dotarłam do drewnianej ławki , by spojrzeć ojcu prosto w oczy.Jego reakcja była taka , jak oczekiwałam. Zrzucił dziewczynę z kolan i powiedział:
- To nie tak jak myślisz , Leah.
- Oj proszę , przestań ! Nie mam teraz czasu na wysłuchiwanie durnych przeprosin , lepiej powiedz mi w tej chwili , kim jest ta puszczalska blondyna i dlaczego zabiłeś moją matkę ! - krzyknęłam na cały park aż przechodnie zwrócili się w naszą stronę.
- Jak mnie nazwałaś szmato ?! - zapytała srogo dziewczyna.
- Kochanie , proszę przestań ! - rzekł Joseph. - Córeczko , nie zamordowałem Danielle , nigdy bym tego nie zrobił. Ta blondynka , to nie jest jakaś pusta lalka , tylko moja ukochana. Znam ją już dawno , mieliśmy romans ...
Ta wiadomość wzbudziła we mnie agresję , którą przejawiłam , rzucając się na młodą kobietę. Doszło do bijatyki , która została zarejestrowana przez pewnego rowerzystę telefonem komórkowym , który zatrzymał się w parku , by udokumentować walkę. Przez moją słabość poniosłam porażkę i do tej pory mam całe osiniaczone ciało. Mój ojciec się rozkleił i uciekł z miejsca przepychanek.
Ja także uciekłam z parceli i pojechałam swoim samochodem do domu. Nie zastałam w nim Haley , byłam przekonana , że imprezuje w jakimś nocnym klubie , dlatego też ubrałam się w jakieś wizytowe ubranie i postanowiłam pospacerować po centrum w celu znalezienia szalonej rockmenki. Mimo iż przeszłam niemal dwie godziny szukając jej po klubach nie odnalazłam jej. Udałam się wtedy do Plazmy , by tam zaznać trochę rozrywki. Poznałam miłego barmana , który zaoferował mi dwa darmowe drinki. Po nich poczułam się o wiele lepiej. Po wypiciu dużej dawki alkoholu wyszłam na balkon by podziwiać widoki na miasto Bridgeport. Dookoła było widać drapacze chmur , posiadłości dyskotekowe , spelunki i inne knajpki oraz port , który już od wielu lat nie tętnił życiem , był opuszczony. Zdałam sobie sprawę , że żyję w wielkiej metropolii odgrodzonej od przyrody wielkim murem. Jedynym miejsce gdzie można było ją podziwiać był park , więc tam także się udałam.
Pojechałam taksówką , bo nie dałabym rady pójść tam na swoich nogach , w końcu dużo się napiłam.
Mimo i było kilka minut po północy , park zachwycał swoją roślinnością i tą świeżością , którą można było poczuć. Poznałam tam nawet ciemnoskórego mężczyznę , który czytał romansidło w świetle księżyca na ławce , na której przedtem działy się wcześniej wspomniane wydarzenia. Nie był on bardzo przystojny , lecz uroczy i słodki. Mówił ładnym , pisarskim językiem , że aż chciało się go słuchać. Często chwalił moją postać , co bardzo mi schlebiało. Miło spędziłam z nim dwie godziny, chociaż nawet nie poznałam jego imienia.
Przyjacielskim uściskiem pożegnałam go i życzyłam dobrej oraz spokojnej nocy. Taksówką dotarłam pod posiadłość Haley , w której obecnie zamieszkuję. Cichutko na paluszkach weszłam do holu po czym udałam się do salonu.Przeżyłam szok ,gdy zobaczyłam na sofie obejmujące się dwie dziewczyny w tym Haley. Zauważyła ona mnie dopiero po paru minutach kiedy zdejmowałam obcasy w kuchni.
- Leah , a co ty tu robisz ?! Nie śpisz ?! Myślałam , że jesteś w domu.-odparła przyjaciółka.
- Nie , byłam w Plaźmie - odpowiedziałam. - Ale kim jest ta niebieskowłosa kobieta ? - spytałam.
- To jest moja nowa dziewczyna , zamieszka u nas.
Osłupiałam z wrażenia.

  • awatar ` April <33: Przykro mi z powodu matki, wiem, że ciężko to zniosłaś! Twój ojciec nie postąpił dobrze okłamując cię. A co zrobisz tylko z dziewczyną Haley ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zawieszam bloga. Będę może po 26 sierpnia.
Do zobaczenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie mam już dla kogo pisać
Wróciłam tu na okres wakacyjny z myślą , że będę mogła poczytać jakieś ciekawe , simowe blogi.
A co się okazało ?
O simach pisze może pięć osób , większość usunęła blogi bądź opuściła je na wieczność. Miałam tyle pomysłów , ale jeśli mam pisać tylko dla dwóch-trzech osób to nie opłaca mi się ani trochę.
Zastanawiam się nad usunięciem bloga , bo takie bezsensowne pisanie robi się coraz to nudniejsze.
Ja sama czytam wpisy innych i widzę jakie jest zainteresowanie naszymi historiami.
Nie wiem co mam robić ...
; / /
  • awatar Leah & Others: Nwm co o tym wszystkim myśleć. Może jednak zacznę ponownię pisać.
  • awatar Gość: Dawne pokolenia simomaniaków wyginęło i zostali nieliczni kiedy to na pingerze zkładano konta swoim simom. Pamiętam, prowadziłam wtedy bloga gdzie moim najulubieńszym blogiem był http://swiatsim.pinger.pl/ lub http://berenika.pinger.pl/ . Tamte czasy już nie wrócą ale teraz jesteśmy my i tworzymy naszą nową "generację" ;) Nie zniechęcaj się.
  • awatar BiankaB: To prawda, że nie ma już takiego "ruchu" jak kiedyś... cóż, gra przestała być modna. Pamiętam czasy, kiedy swoje blogi prowadziły Natasha albo Demon's House (moj najukochańszy) ale jesteśmy My :) Nie ma Nas dużo, ale idźmy w jakość :) Może z czasem będzie lepiej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Weszliśmy do przestronnego salonu , utrzymanego w ciepłych barwach. Drogie meble , ekskluzywnie zdobione wnętrza - Liam żyje w prawdziwych luksusach.W końcu jest piłkarzem.
Zaprosił mnie i Haley na musztardową kanapę w celu porozmawiania o naszym wspólnym dzieciństwie.
Każda rozmowa zaczynała się od:
" A pamiętacie jak [...] " i tak w kółko.
Nie mieliśmy poczucia czasu. Będąc u Liama minęły trzy godziny. Cały czas śmialiśmy się , żartowaliśmy i przypominaliśmy sobie te najlepsze momenty z naszego życia. Nie obyło się bez dziwnych wydarzeń , które miały miejsce na podwórku i w szkole. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy , stworzyliśmy małą grupkę przyjaciół , którzy nawzajem mogą sobie ufać .Euforia i śmiech towarzyszyły tylko do pewnej chwili , w której to zadzwoniła moja stara Nokia.Przez moment wesoły dzwonek zanuciła Haley.Odebrałam:
- Czy rozmawiam z panią Carey ? - zapytał głos w telefonie.
- Tak , słucham ? - odpowiedziałam.
- Nazywam się komendant Williams i mam dla pani złą wieść.
- Proszę powiedzieć , jaką ?! - z trwogą spytałam.
- Przed pół godziną , czyli o 15.30 pani Danielle Carey poniosła śmierć w wyniku poważnych obrażeń , które odniosła w wypadku samochodowym. Jest mi bardzo przykro ...
Łza popłynęła po moim policzku. Nokia , która przed chwilą znajdowała się w mojej ręce , teraz leżała bezwładnie na drewnianej podłodze.
Wszystkie oczy skierowały się na moją postać.
- Ona nie żyje ... - wybełkotałam i zaraz po wypowiedzeniu tych słów tym znalazłam się na czarnym , skórzanym fotelu.Zemdlałam.



Obudziłam się po krótkim czasie. Leżałam już na wygodnym i dużym łóżku w sypialni. Czuwała przy mnie moja Haley , która gdy się ocknęłam zawołała
Liama. Ten jak grom z jasnego nieba zjawił się w pomieszczeniu po czym zapytał mnie:
- Jak się czujesz ?
- Nie za dobrze. - odpowiedziałam cienkim głosikiem.
Haley podała mi szklankę z wodą , żebym poczuła się lepiej. Przykryła moje ciało pościelą w kwiaty i wyszła z pokoju wraz z młodzieniaszkiem. Spokój wykorzystałam na rozmyślanie nad śmiercią mojej matki.Cały czas nurtowało mnie pytania: Dlaczego ona odeszła tak szybko ? Dlaczego w taki sposób ? Co się dokładnie stało ? Byłam oszołomiona. Zaczęłam płakać. Do sypialni wbiegła roztrzęsiona Haley.
Usiadła na łóżko i przytuliła mnie.Zapewniała , że jest już dobrze , ale ja wiedziałam , że nie.
Rozmazaną twarz otarłam o pościel. Na materiale pozostała czarna plama po mascarze , ale nie to było w tamtej chwili najważniejsze. Zastanawiałam się wtedy , kto lub co zabiło Danielle. Chciałam dorwać mordercę mojej matki , ale Haley uspokoiła mnie i poprosiła żebym nie robiła żadnych głupot , ponieważ wsadzą mnie do więzienia , a ja nie potrafię żyć w takich warunkach , jakie tam panują. Wstałam z wygniecionej pościeli i udałam się do ogrodu za domem. Przebywał tam Liam. Siedział on na brudnym leżaku i bujał w obłokach.
Przystojny brunet wpatrywał się w fontannę, umiejscowioną naprzeciwko niego. Chwiejnym krokiem podeszłam do drugiego siedziska , na którym rozłożony był koc w żółto-białą kratę. Złapałam koniuszkiem palca róg materiału i złożyłam na taborecie. Ułożyłam swoje ciało na białym leżaku w pozycji leżącej. Westchnęłam:
- Nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim.
- Myślę , że w tak trudnej chwili powinnaś pomyśleć o czymś , co wywołuje uśmiech na twojej twarzy - odpowiedział.
Spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się:
- Jesteś bardzo miły , dziękuje za twoją radę.Od razu czuję się o wiele lepiej.
- To nic wielkiego - rzekł Liam po czym wstał z leżaka. Ja także podniosłam się z siedziska. Staliśmy naprzeciwko siebie.Przyjrzałam mu się dokładniej. 26-letni mężczyzna wydawał mi się bardziej przystojny niż przedtem.
- " To przez te muskuły " - pomyślałam.
Wysportowany chłopak najpierw uścisnął moją dłoń , a potem objął mnie. Wtuliłam się w niego bardziej. To było bardzo miłe uczucie.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Leah wstawaj , już pora.
Uniosłam lekko opadające powieki.Po pokoju krzątała się nieokrzesana mamusia sprawdzając , czy wszystko mam już spakowane.Przeszukiwała duże kartony w obawie , że o czymś zapomniała. Pomieszczenie wydawało się być ogołocone.Brak było babcinej komódki , sosnowego biurka , ulubionych książek na półkach i stosu kolorowych pluszaków wysłanych przez ciocię z Ameryki do mnie , które zawsze miały swoje miejsce w wielkiej , pomalowanej białą farbą skrzyni.Nawet żyrandol został zdjęty.Jedyne światło wpadało przez okienko z drewnianym parapetem , na którym to miała zwyczaj leżeć barwna i droga biżuteria , także pamiątka po kochanej i sympatycznej babci Gabi.
- Bardzo mi jej brakuje - pomyślałam.
Każdy człowiek doczeka się śmierci , nawet ja. Zazwyczaj ta następuje w najmniej oczekiwanych momentach , niespodziewanie , raniąc przy tym bliskich.Przecież nikt nie żyje wiecznie.
- Chyba , że wampiry - jak to mawia mój dwunastoletni kuzyn, Gale.Ach te dzieci !
Mimo że Gabi nie ma wśród żywych , to korzystam z życia i nie rozpamiętuje jej odejścia.Nie można cały czas się smucić.
- Dziewczyno , nie bujaj w obłokach tylko ubierz się , bo ojciec nie lubi, gdy musi czekać - rzekła Danielle.
- Dobrze , mamo.Daj mi 5 minut! - odpowiedziałam.
W ekspresowym tempie założyłam przyszykowane wcześniej ubrania i buty.Spakowałam komórkę, gotówkę i parę saszetek cukru do skórzanej torebki z ćwiekami i pobiegłam na parter po czym udałam się do białej,kafelkowanej kuchni. Ojciec zdumiony siedział na metalowym krześle i czytał " Dziennik Bridgeport ". Spojrzał na mnie , a potem na biegającą po salonie matkę:
- Co się z tymi kobietami w XXI wieku dzieje ?! - sapnął.
- Co miałeś na myśli ? - spytałam zdziwiona.
- Kiedyś było inaczej. Ludzie się tak nie śpieszyli , a teraz ?! Sami wariaci.
- Ciebie się to nie dotyczy,czyż nie ? - zadała pytanie wkurzona Danielle.
- Święta prawda - odpowiedział. - Ja jestem odmieńcem.
Ach tak ? - stwierdziła Danielle. - A teraz proszę zawieź naszą najukochańszą dorosłą już córunię do Haley.
- A śniadanie ?! - krzyknęłam.
- Weź sobie z lodówki jakiś jogurt na drogę , to ci wystarczy - powiedziała mama.
Popatrzyłam na nią wrogo.
"Jogurcik" - na moje zapotrzebowanie żywieniowe na śniadanko wystarczy mi "jogurcik".Na pewno -.-"
Z lodówki wzięłam jogurt truskawkowy oraz puszkę piwa po czym poszłam pożegnać mamę i Alfonsa , mojego ulubionego psiaka.Potem popędziłam do samochodu taty , w którym on już czekał na mnie.Wchodząc do auta nawet on z niedowierzaniem patrzył na moje śniadanie.
- Matka ci kazała to zjeść ? - spytał skwaszony.
- Niestety ...
- Nie martw się.Zajedziemy do jakiegoś baru i tam dostaniemy zdrowy i ciepły posiłek - chrząknął Joseph.
Popatrzyłam na niego z uśmiechem:
- Ty zawsze wiesz co dobre - odrzekłam.
Niedaleko domu znajduje się bar mleczny pod uroczą nazwą: " Zajazd u ciotuni Barbry ". Można tam smacznie zjeść za niewielką cenę i właśnie dlatego zazwyczaj jadam tam po powrocie z Zaplecza Kryształka Pikczers , w którym pracuje. Tego dnia obsługiwała nas moja ulubiona i sympatyczna pani zwana Rue. Tak jak zazwyczaj ubrana była w poplamiony od różnorodnych sosów fartuch , a jej głowę przyozdobiła siateczka , która niemalże zsuwała się z łysego czubka głowy. Mimo niechlujnego wyglądu Rue w oczach klientów zawsze jest widziana jako sympatyczna starsza pani. Ja zresztą uważam to samo.
Razem z tatą zamówiliśmy sobie ciepłe mleko i kanapki z szynką oraz serem. Tak jak oczekiwałam w napoju pływał swobodnie kożuch, a ja brzydzę się tym czymś. Po zjedzeniu smacznego śniadania ruszyliśmy w dalszą drogę. Tata chciał mnie jeszcze namówić na ciastko , ale ja odmówiłam.
- To tylko parę kilometrów - pomyślałam wgryzając się w batonika , który znalazł się po miesiącu poszukiwań. Przeprowadzka to nie jest łatwa rzecz, szczególnie dla krewnych , których opuszczasz. Mam
już ponad 20 lat i nie chcę być ciężarem dla moich rodziców. Haley to moja przyjaciółka z lat szkolnych , a także świetna gitarzystka. Mimo to , że przeprowadziła się na drugi koniec miasta nadal utrzymujemy ze sobą kontakt , chociaż Bridgeport to bardzo duże miasto. Aby pokazać swoją samodzielność rodzicom , postanowiłam wydostać się z " rodzinnego gniazda " i zamieszkać u Haley. To kolejny etap w moim życiu.

Była 9.24
Starym autem ojca dotarliśmy pod dom Haley. Nie oczekiwałam , że posiadłość jest , aż tak ogromna.
Budynek utrzymany jest w dwóch barwach : białej i turkusowej. Także pomieszczenia pomalowane są na te same kolory. Za domem usytuowany jest basen wokół którego rośnie różnorodna roślinność: od monumentalnych palm po egzotyczne krzewy i kwiaty.
Nie brakuje tam też jacuzzi i baru z napojami. Piękna posiadłość zawiera także tajne miejsca.
W piwnicy znajduje się studio nagrań , a także siłownia. Myślę , że będę tam zaglądać trochę częściej niż np. do łazienki
- Witaj Leah ! - odparła Haley - jak miło cię spotkać po tylu latach rozłąki. Co tam u ciebie ?
- Czuję się wspaniale,jestem taka podekscytowana - odpowiedziałam.
Przede mną stała bardzo blada blondynka z różowymi końcówkami i tatuażami na rękach , przypominająca mi zbuntowaną nastolatkę. O jej nogi ocierał się mieszkaniec tego domu kotek , właściwie kotka Dakota. Czarny jak smoła zwierzak łasił się także do mnie , co bardzo mnie zaskoczyło , bo widocznie nie wyczuł zapachu Alfonsa. Po krótkiej rozmowie z Josephem pożegnałam ojca , a on wyruszył w drogę powrotną do domu.
- Będzie mi brakować jego żartów i refleksji - powiedziałam. - Ale trzeba jakoś żyć.
Wraz z Haley stałyśmy na chodniku , kiedy obok nas przechodził młody i przystojny osobnik płci męskiej.
- Cześć , Haley ! - przywitał się. - Jak tam ?
- U mnie wszystko dobrze.A u ciebie?-odpowiedziała
- Można powiedzieć , że jest OK. Widzę , że masz gościa. Nie będę cię już zatrzymywał , trzymaj się!
- Ależ nie musisz już iść , Liam! - krzyknęła.
Chłopak wydawał się być znajomy , a w dodatku nazywał się Liam. Od razu skojarzyłam sobie go z dawnymi kolegą z podstawówki , tyle że tamten był otyły i niechlujny oraz niemiły.
- To niemożliwe. To nie może być on! - pomyślałam.
To było on.
- Pamiętasz Liama ? - spytała mnie Haley.
- Tak tak , pamiętam - oszołomiona odpowiedziałam.
- Dziewczyny , może pójdziemy do mnie ? Powspominamy sobie stare , dobre czasy ...
- OŁKEJ !!! - wykrzyknęłam chyba na całą ulicę.
Wszyscy gapili się na mnie , jak na jakąś durną, natomiast Haley zrobiła tę swoją :
idiotyczną minę ...
  • awatar Gość: Hmmm, no ciekawa jestem co wyniknie z tego spotkania z dawnym kolegą ;)
  • awatar Leah & Others: @Mądra Blondynka ^^: Cześć !
  • awatar ` April <33: Fajne imię dla psa Alfons , a ten batonik... smaczny był ;D bardzo ciekawe mam nadzieje , że często będziesz dodawać wpisy ^^ A w dodatku znalazłam tylko jeden błądzik , który raczej poprawisz ;** Pozdrawiam , a tak wogóle to witaj ;PP
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wakacje więc powrót ; P
  • awatar Adriane Rain: HURA! czekam na wpisy, ja już też zaczynam nadrabiać :)
  • awatar Gość: http://shinybox.pl/?ref=d22b61f darmowe kosmetyki co miesiąc , zarejestruj się !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Życie bywa nieznośne.Skąd ja to wiem ?
Od moich narodzin doświadczyłam wiele naprawdę nieprzyjemnych rzeczy.Będąc jeszcze noworodkiem zostałam podrzucona przez matkę do klasztoru , zamieszkałego przez bardzo kochane i pomocne zakonnice , które zaopiekowały się mną aż do moich osiemnastych urodzin.Przez ten czas nauczyłam się wielu pożytecznych rzeczy.Byłam blisko Boga.I to właśnie on sprawił , że chce mi się dalej żyć.Najukochańsza istota na tej ziemi postanowiła odejść zbyt wcześnie.Aż zbyt wcześnie.Niestety.
Jej śmierć była dla mnie wielkim ciosem.Przez dłuższy czas nie mogłam pogodzić się z jej odejściem.Przeżyłam to bardzo źle.
Inną , niemiłą niespodzianką była moja choroba , z którą walczyłam przez kilka lat.Cały czas musiałam pozostawać w szpitalnym łóżku pod kroplówką.To było także nieciekawe doświadczenie.Takie jest życie , w końcu.

Z klasztoru przeprowadziłam się do Bridgeport , by tam móc żyć dalej , ale bardziej rozrywkowo niż z zakonnicami.Biało-czarny dom może nie jest zbyt wesoły , ale jak najbardziej komfortowy oraz nowoczesny.Mimo iż nie jestem bogaczką , nie narzekam na życie , a pensja dziewczyny rozdającej telegramy dla osób smutnych wystarcza na życie.
No właśnie.Moją pasją życiową jest śpiewanie.
Odkąd miałam pięć lat nie było dnia , żebym nie śpiewała bądź słuchała jakiegokolwiek gatunku muzyki , od klasycznej po ostrzejsze kawałki.
Często byłam chwalona przez osoby z mojego otoczenia za talent do grania na kontrabasie.
Może i obciachowy instrument , ale w tamtych czasach było trochę inaczej niż teraz.
Zresztą.Interesuję się także modą.Uwielbiam kupować oraz nosić ciuchy bardziej ekstrawaganckie niż te , które są w każdej sieciówce.Chciałabym , by kolekcja zaprojektowana przeze mnie została zaprezentowana na wybiegu w stolicy mody - Paryżu.

Ale przecież to tylko marzenia.

Candice

Bo przecież trzeba się śmiać.
 

 
Wracać czy nie wracać ? ; P
 

 
Niepewna siebie dwudziestolatka z wielkimi marzeniami , która postawiła sobie za cel walkę z nieśmiałością i obrażającymi komentarzami na temat wyglądu i nie tylko - tak śmiało można mnie nazwać.
Czemu akurat pragnę zostać piosenkarką ? Jest prosta odpowiedź : bo tylko w śpiewaniu jestem dobra , niestety.I jeszcze gram na kontrabasie.
To strasznie " obciachowy " instrument , przynajmniej tak uważali moi dawni przyjaciele , których już nie mam ;[
Po śmierci moich rodziców przeprowadziłam się do Starlight Shores , by zaznać trochę spokoju.
A teraz chcę się spełnić w karierze piosenkarki.
I want to be famouse !
Kimberly ;**
 

 
` Witam !

Z przykrością mówię , iż nie ma dalszego "endu" tej historyjki. Czemu ? Postaram odpowiedzieć na to pytanie.

Komputer już od pewnego czasu wskazywał , iż gra przestanie mi działać , jeśli nie oczyszczę dysku.
Ale ze względu , że mam go już cztery lata , postanowiłam zainstalować nowy system.
Było mi to bardzo potrzebne , niestety.
Ale już niedługo postaram się wystartować z nowa historyjką , jak najszybciej będe mogła.
Obiecuję !

Całusy ;**
Dżuliia ;]
 

 
Pobyt w Al Simhara
Dzień 1

" Już jesteśmy "



Słońce doskwiera strasznie , a temperatura już jest powyżej 4o stopni.Zero chłodu. Nigdzie. Nawet klimatyzacji nie ma.Nic.


Jednak świetnie się bawimy. Na początek musieliśmy załatwić sprawy związane z naszym pobytem w Al Simharze w Bazie Wypadowej. Po rozpakowywaniu udaliśmy się na targ gdzie kupiliśmy niezbędne , ale też i zbędne rzeczy.Przykładowo książka napisana po egipsku oraz kadzidełka , które musiałam mieć wraz z Harriet. My lubimy takie duperele. Moim najlepszym zakupem była lustrzanka.
Pocykałam wiele debilnych fotek , dzięki czemu muszę teraz sporo usunąć.Ivan postanowił tego dnia zostać zaklinaczem węży , co mu nie wychodziło.Najważniejsze , że próbował swoich sił.
Po jakimś czasie wybraliśmy się by obejrzeć Sfinksa.Budowla jest ogromna , wręcz monumentalna.
Szkoda tylko , że nie weszliśmy do środka , tak jak do wielu innych piramid , które widzeliśmy z daleka. Do tej pory najbardziej podoba mi się świątyna królowej Hatszepsut , czy jakoś tak

Upał nam doskwierał wiec przybyliśmy do Oazy faraona , gdzie spędziliśmy większość czasu.
Ja z Harriet opalałyśmy się , natomiast Ivan bawił się jak dzieciak na zjeżdżalni wodnej.
Nie mogąc się pohamować skorzystałam z okazji jak nikt nie widział i zjechałam sobie raz.
Miałam ubaw.Po paru godzinach znudziło nam się siedzenie w Oazie , więc udaliśmy się do Obozu Słońca gdzie piekliśmy warzywka , które Harriet spaliła.Wiedziałam , że jest strasznie głodna , dlatego dałam jej trochę z mojego patyka.
Po pewnym czasie wróciliśmy do bazy.Moja przyjaciółka oznajmiła , iż zostaje , bo ma dość tego gorąca.Postanowiłam wraz z Ivanem , że wybierzemy się na kolację.Jedyna restauracja znajdowała się na targu , dlatego też udaliśmy się w jego kierunku.Zamówiłam krewtki , a Ivan Falafel , który ponoć jest bardzo dobry.
Właściwie nie mieliśmy sobie za dużo do powiedzenia.Po ukończeniu "ucztowania" wybraliśmy się do zakątka po drugiej stronie miasta , gdzie mogliśmy sobie trochę odpocząć.Ułożyliśmy się na trawie i patrzyliśmy w gwiazdy:
- O , patrz to Syriusz , najjaśniejsza gwiazda gwiazdozbioru o nazwie Wielki Pies - powiedział.
- Nie wiedziałam , że jesteś taki mądry - rzekłam.
- Oj nawet nie wiesz ile wiem.
Wtedy przytulił mnie do siebie.Poczułam się bezpieczna , jakby on był moim rycerzem , a ja największym skarbem , który nie może ujrzeć światła dziennego.Tak się poczułam.

Dochodziła już północ.Zrobiło się chłodnawo , dlatego wyruszyliśmy w drogę powrotną do bazy.Wędrówkę utrudniała nam znikoma ilość światła , co przedłużyło ją o jakieś pół godziny.
Na miejscu Ivan rozłożył namiot , natomiast ja penetrowałam wszystkie zakamarki naszej stacji w poszukiwaniu Harriet:
- Nigdzie jej nie ma - spanikowałam.
- Może jest no nie wiem , w toalecie - spytał.
- Tam też szukałam ! - odparłam - Boże , jak ona sobie poradzi ?! To nasza wina , nasza !
- Nie obarczaj winą nas , w tym siebie , napewno jest blisko ! - wykrzyczał Ivan.
- No nie wiem kochanie , boję się o nią.
Nagle przyszła mi najgorsza myśl: ktoś ją porwał , a może nawet zabił ...
  • awatar Gość: widzę że masz też meble, fryzurki i inne :o
  • awatar Gość: skąd pobierasz ciuszki ? są boskie ;)
  • awatar AgaBlog: piękne zdjecia :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wyrok zapadł.Mój brat przyznał się do zarzucanych mu czynów i przez to teraz będzie odsiadywał karę 25 lat więzienia.
- Nigdy nie podejrzewałam , że mój brat może ukraść , ale zabić ?!Nadal nie mogę w to uwierzyć - rozmyślałam siedząc na kanapie.
Nie chciałam go już nigdy zobaczyć.
Postanowiłam , że nie będe go odwiedzać w tym więzieniu wogóle.Nie mogłam spojrzeć w oczy zabójcy.

Właśnie łaskotałam Leah , gdy usłyszałam dzwonek.
Zostawiłam mojego pupilka na jego posłaniu i szybko zjechałam windą na parter.W drzwiach budynku ukazała mi się moja dawna przyjaciółka z podstawówki - Harriet Stiff :
- Jak dawno cię nie widziałam ! - krzyknęła.
Tak , nie widziałyśmy się przez jakieś 11 lat odkąd Harriet wyjechała za granicę z rodzicami.
Rozmowy telefoniczne i pisanie sms-ów nie były tak ekscytujące jak spotkanie w realnym świecie.
Miałam jej tyle do powiedzenia.Ona mi zresztą także.Po krótkiej rozmowie przytuliłyśmy się.
Nie robiłyśmy tego od dłuższego czasu.
W tym samym momencie zaprowadziłam Harriet do mojego mieszkania , chciałam by zobaczyła jak mieszkam.Będąc w drzwiach zatkało ją.Powiedziała , że nigdy tak cudnego mieszkania nie widziała.Przyglądała się każdemu obiektowi z wielkim namaszczeniem , jakby to było coś bardzo cennego , co w rzeczywistości nie miało jakiejś większej wartości.Jednak , gdy Harriet zobaczyła małą Leah nie mogła się opanować.Podbiegła do miejsca , w którym się znajdowała i zaczęła ją głaskać , przytulać , łaskotać , drapać po pleckach itp. ...
Po zabawie z kociakiem usiadłyśmy na kanapie.
Wtedy zaczęła się bardzo długa rozmowa.
Powiedziałam jej wszystko co mnie ostatnio spotkało , o tym jak mnie przygarnęła sąsiadka , jak zostałam wyrzucona z domu , jakie miłości spotkałam ... było tego dużo.
Od niej dowiedziałam się o młodszym braciszku , o śmiesznej sytuacji jaka ją spotkała w ostatnim czasie i o najważniejszym.
Harriet potrzebowała pomocy.
Przyjechała do Bridgeport do mnie , bym mogła pozwolić zamieszkać jej w moim mieszkaniu.
Oczywiście zgodziłam się , ponieważ przyjaciółki powinny się zawsze nawzajem wspierać , tak jak kiedyś ona mi pomogła , tak i ja teraz się odwdzięcze.
Nie wiedziałam wtedy tylko o jednym:Harriet miała psa , przecudnego mopsa o imieniu Chuck.
Nie wiedziałam jak zareaguje Leah , tylko o to się martwiłam , ponieważ ja kocham zwierzęta i nie miałam nic przeciw temu , by Chuck zamieszkał z nami.Okazało się , że mój kot i pies Harriet bardzo się polubili.Żeby bardziej zacieśnili ze sobą więzy wybrałyśmy się na wycieczkę po mieście , chciałam jej pokazać najciekawsze miejsca w Bridgeport.Na początku Harriet oznajmiła mi , iż musi znaleźć sobie jakąś fajną pracę.W tym celu zaprowadziłam ją do ratusza , gdzie się zatrudniła.Była bardzo podekscytowana tym , co będzie robić.Właściwie miała tylko sprzątać , ale nie miałam zamiaru jej wkurzyć z powodu , że jej praca wcale nie jest taka extra.
Każdy lubi co innego. ;D
Następnie udałyśmy się do ogrodów , gdzie potwornie się nudziłyśmy.
Potem wybrałyśmy się na plan filmowy , chciałam go pokazać Harriet.Po wyjściu ze studia postanowiłyśmy zrobić sobie debilne fotki , takie jak robiią sobie przyjaciółki.
Blisko był park , więc poszłyśmy sobie na piechotę.Przez jakąś godzinę huśtałyśmy się , właściwie ja nie , bo tylko siedziałam i nawijałyśmy o głupich rzeczach.
W pewnym momencie usłyszałam dziwny dźwięk wydobywający się z mojego brzucha:
- Harriet , wiesz co robiłyśmy w tej sytuacji? - spytałam.
- Tak , musimy jak najszybciej znaleźć jakieś źródło gdzie możemy smacznie zjeść.
Na szczęście na parkingu obok parku stał wóz z tłustym żarciem.Ostatnio mnie zemdliło , jednak nie chciałam o tym pamiętać.Zakupiłam zupę z małży , a Harriet buritto.Moja przyjaciółka bardzo szybko jedząc omal się nie udławiła tym świństwem.Po jakimś czasie wybrałyśmy się by trochę powędkować na plaży , szkoda tylko , że nic nie złowiłyśmy
Następnie udałyśmy się do sklepu , Harriet musiała kupić cebule ;D
Po wyjściu z budynku powiedziała mi :
- Wiesz , za pare dni wyjeżdżam do Egiptu , ale nie mam z kim.Więc myślałam , że chcesz ...
- Ja ?! Naprawdę ?! Jestes taka kochana , uwielbiam Egipt i jego historię , ty zawsze wiesz
co lubię - odpowiedziałam.
- Jest jeszcze jedno ale.Kupiłam aż trzy bilety , chciałam by pojechała też ze mną moja mama , jednak sprawy pokomplikowały się , a biletu nie mam zamiaru zwaracać.Możesz wziąść kogoś ze sobą.
- Dzięki , jeszcze raz wielkie dzięki ! Jeżeli chodzi o kogoś to zabrałabym ... o wiem , zabiorę Ivana chociaż mało się znamy to może ta podróż poprawi nasze stosunki ...
- Świetnie , wyjeżdżamy w poniedziałek.Pamiętaj , powiedz też naszemu towarzyszowi o Egipcie - przypomniała mi Harriet.
Kiwnęłam głową.Był to znak , że napewno zapamiętam.Te wakacje bardzo mi się przydadzą ...


Nastał wieczór.Zadzwoniłam do Ivana , z prośbą o spotkanie.Zgodził się.Ukryłam swoje emocje związane z podróżą podczas tej rozmowy telefonicznej jak mogłam i myślę , że mi się udało.Nie chciałam wtedy o niczym mu mówić.
Wolałam żeby dowiedział się o tymw cztery oczy.


Było już kilkanaście minut po dwudziestej.
Stałam przy barierce od schodów , gdy nagle zjawił się Ivan.Nie mogłam się opanować z radości jaka mnie ogarnęła i rzuciłam mu się w ramiona.
Był wręcz zdumiony moim zachowaniem.Nie wiedział o co chodzi.Uświadomiłam sobie , że nie powinnam się tak zachowywać tylko powiedziec prawdę.
Informacja o podróży nie wywołała u niego żadnego zachwytu , minę miał niepewną.Po chwili się odezwał:
- Nie powiedziałem ci wszystkiego , dlatego teraz się już o wszystkim dowiesz , bo wiesz no ja mam tego no ...
- Co masz ? Jakąś chorobę , żonę , dzieci czy co - rozmyślałam.
- No bo ja mam dziewczynę i nie chciałem ci o niej mówić.Ale nie martw się nasz związek to już koniec.Ja jej nie kocham ,rozumiesz? - powiedział.
- Że co ? Czemu nie powiedziałeś mi o tym wcześniej , tylko akurat teraz , kiedy jestem taka szczęśliwa z tego , że możemy gdzieś wyruszyć razem , co ? Dlaczego , powiedz ?
- Wtedy w klubie nie rozmyślałem o niczym innym jak o tobie , tylko i wyłącznie o tobie nic innego mnie nie obchodziło , zakochałem się , ale nie jestem pewien czy ta osoba odwzajemnia to uczucie - odrzekł Ivan trzymając mnie za ręce.
- Ja też cię kocham , tylko nie wiem czy nie łączy cię jednak jeszcze jakieś uczucie z tą kobietą ...
- Ależ nie Ruby , nic a nic. - powiedział.
  • awatar ` Charlie: Podejrzewałam twojego brata o coś naprawdę okropnego , a ta twoja koleżanka jest super. Szkoda że ja niemam takiej :s
  • awatar Leah & Others: @<Allie Johannson>: tu poprawie , Mirek , a nie Mietek czyli moja siostra najpierw miał(a) czarne włosy , a potem blond. A on jest łysy ;D
  • awatar Farbowany Rudzielec: *MIREK!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzień jak dzień.Tyle , że był dla mnie wolny od pracy.Chciałam spędzić jak najwięcej czasu z moim maleńkim skarbem , Leahą. Moja kicia uwielbia długie i fikuśne zabawy , zresztą ja także.Po jakimś czasie zgłodniałam , nic dziwnego w końcu było już po piętnastej.Te wybryki z Leahą bardzo mnie zmęczyły , dlatego też skorzystałam z szybkiego , ale tłustego jedzenia jakie jeździ przez pare godzin po mieście.Skusiłam się na tacos.Mdłości , które ujawniły się tuż po zjedzeniu potrawy dały mi do zrozumienia , że takiego świństwa nigdy już nie wsadzę do buzi.
A może jednak ... Ale nie w tym czasie!



Dochodziła ósma wieczorem.Nie miałam żadnych chęci na pozostanie w domu , więc wybrałam się do Plazmy , często odwiedzanego przez celebrytów miejsca.Postanowiłam , iż ubiorę swoją niebieską sukienkę , którą trzymam tylko na specjalne okazje.Oczekiwałam zbyt wiele.W miejscówce pojawili się wpływowi ludzie , ale nie należeli do osób , które często pojawiają się na okładkach wielu magazynów.Zawiodłam się.



- Tym razem postąpie inaczej niż ostatnio - pomyślałam. - Wystarczy mi jeden drink na ten wieczór i nic więcej , nic !
W tej samej chwili poprosiłam barmana o napitek:
- Chciałabym dostać coś czego mało osób próbowało.
Tylko żeby nie było za mocne.
Po paru minutach na ladzie zastałam szklankę , w której znajdował się różowawy płyn.W dodatku na wierzchu była piana.Byłam ciekawa jak smakuje.
Spróbowałam i nic ...
Normalny , zwykły drink nic nadzwyczajnego , no może oprócz tej parasolki , która ładnie komponowała się z barwą napitku.
Nie odczuwałam żadnych efektów ubocznych , nie było żadnych złudzeń czy mdłości.Nic złego się nie stało.
Do klubu wtargnął łysy mężczyzna.Zdziwiłam się , gdy nastała głuch cisza.Wszystkie spojrzenia padły ku niemu.Nawet pianistka przestała grać.
Dziwna sytuacja.Dopiero po paru sekundach zauważyłam , że trzyma w ręce odznakę policyjną:
- Mam nakaz zamknięcia lokalu , proszę wychodzić!Nagle wszyscy wybuchnęli śmiechem.Zresztą facet także.A nawet ja.
Okazało się ,że koleś jest policjantem.
- Taa , wydaje się znajomy , gdzies już go widziałam.
To był ten sam mężczyzna , który zadawał mi pytania na posterunku w sprawie mojego brata i jego kradzieży.Tamtego wieczora wydawał się poważny i strasznie sztywny , ale teraz ...
Poprostu żartobliwy typek.


Nie byłam zbyt zainteresowana całym tym zajściem.
Siedziałam w fotelu rozglądając się po całym pomieszczeniu.Nudziło mi się.Nie lubię gdy jestem sama w klubie , a obok mnie nie ma nikogo z kim mogłabym pogadać.W pewnym momencie do miejsca , w którym przebywałam podszedł ten sam żartowniś.
Dobrze mnie pamiętał.Nasza rozmowa była energiczna , przynajmniej z jego strony.
Po jakimś czasie zaprowadził mnie do malutkiego pomieszczenia , które mieniło się różnymi odcieniami fioletu a także różu za sprawą świateł jakie tam się znajdowały.
Byliśmy tylko my: ja i on Ivan , jak mi się przedstawił.Wiedziałam , że nie przyszliśmy tam tak poprostu , żeby pogadać.Tu chodziło o coś więcej.On chciał mnie uwieść.Właściwie byłam bezradna.Sama coś do niego czułam i nie przyszło mi na myśl by wyjść stamtąd.Nie interesowały mnie rzeczy jakie działy się w klubie.Skupiłam się tylko na nim.I tak dużo czasu wsłuchiwałam się w jego gadki na temat tego co do mnie czuje.
Może dla wielu byłoby to nudne , ale jak się słucha czegoś takiego na osobności to wtedy jest inaczej , a zwłaszcza gdy jest się w towarzystwie osoby , z którą wiąże was jakaś chemia.
Nas chyba też coś związało , chociaż znaliśmy zaledwie dwa dni -_- ...


Minęło już pare minut po północy.Byłam już zmęczona , miałam zamiar pójść do domu, ale chciałam spędzić z nim jak najwięcej czasu.
Postanowił mnie odprowadzić do domu.
Idąc trzymałam go za rękę , jakbym bała się ,że ktoś mi go zostawi.Gdy dotarliśmy do budynku , w którym mieszkałam przytulił mnie.Staliśmy tak ściśnięci przez jakieś pięć minut.Oznajmiłam mu wtedy , że powinnam już pójść.Na pożegnanie pocałowałam go.Zauważyłam na jego twarzy obojętność , jakby nic go to nie obchodziło.
Nie chciałam nic mówić , zresztą było już późno i dygotałam z zimna.Oddaliłam się w kierunku drzwi.
Będąc między nimi spojrzałam ostatni raz na niego.
Stał ciągle w tym samym miejscu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Poprosiłam by Eric przyszedł do mnie do pracy, gdy nadejdzie wieczór. Tak dawno się nie widzieliśmy i chciałam z nim porozmawiać.W tym celu mieliśmy się udać do Zakątka Ciszy.Rozczarowałam się nim , kiedy wychodząć ze studia zobaczyłam jak obmacywał się z jakąś blondynką.Awantura była nieunikniona:
- Co ty wyprawiasz ?! Dopiero co przyszedłeś , a już kleisz się do obcej baby.Jesteś taki sam jak kiedyś!
- A co cię obchodzą moje stosunki z tą dziewczyną?!Zrobiła ci coś czy co ? I wcale nie jestem taki sam , idiotko ...
Wiele osób widziało nas jak się kłócimy.
Miałam tego dość.Walnęłam go w twarz i zaczęłam uciekać w stronę domu.Dopiero po paru minutach się ocknął i zaczął za mną biec.Byłam przerażona.
Omalże mnie nie dogonił , gdyby nie interwencja pewnego przechodnia , który go zatrzymał w trosce o mnie.Jestem mu wdzięczna.
Widziałam z daleka jak Eric wpatruję się we mnie niczym dziki zwierz , który właśnie znalazł sobie ofiarę na którą zaraz zapoluje.
Ten obraz utkwił mi w mojej pamięci na bardzo długo.Nie mogłam wyrzucić go z moich myśli.

Przed 22.00 dotarłam do mojego mieszkania.
Przez dłuższy czas wpatrywałam się w chrapiącą Leah , która leżała do góry nogami w swoim legowisku.Wyglądała uroczo.W pewnej chwili dotarło do mnie , iż jest już późno.
Położyłam się w swoim łóżku lecz nie mogłam zasnąć.Gnębiła mnie ta sytuacja z moim bratem.
Bałam się , że przyjdzie w nocy do mojego domu i mi coś zrobi , jednak tak się nie stało.

Nadszedł weekend.Jak zwykle w sobotę poszłam do pracy.Koleżanki z pracy widząć jak jestem zmęczona , udały się do mojego szefa , który pozwolił mi wcześniej pójść do domu.
Właściwie trzy godziny , z których byłam zwolniona to nie tak wiele , ale byłam wdzięczna moim współpracowniczkom.Wychodząc ze studia usłyszałam jak dzwoni mój telefon.Na ekranie wyświetlił mi się nieznany numer.Byłam przekonana , że ktoś robi żarty więc postanowiłam nie odbierać.Komórka zaczęła wykonywać to samo.Odebrałam:
- Halo , czy pani Ruby Curtis ?
- Tak , z kim mam przyjemność rozmawiać ?
- Mówi rzecznik policji w Bridgeport.Pani brat znajduje się w areszcie i ...
- Co ?! To nie możliwe ! Mój brat ? Co on takiego zrobił ?
- Proszę pani jest to poważna sprawa.Pan Eric Baker został aresztowany za próbę kradzieży auta spod parkingu klubu "Banzai".Jest także oskarżony o wiele innych kradzieży oraz zabójstwo.
- Ależ proszę mi tu nie kłamać , Eric nigdy by czegoś takiego nie zrobił - w czasie rozmowy zaczęłam płakać.
- Jeżeli pani mi nie wierzy proszę udać się na posterunek.Będzie na panią czekać tam mój współpracownik.
- Dobrzę , pojadę tam - odpowiedziałam.
- Dziękuje , dobranoc.
- Dobranoc - w tej samej chwili rozmówca odłączył się.
Nie wiedziałam co myśleć:
- Czy mój brat mógł coś takiego zrobić ? Czy mógłby kogoś zabić - powtarzałam sobie w myślach udając się metrem na posterunek.


Siedziałam na jakimś brudnym krzesłem czekając na policjanta , ktory miał ze mną porozmawiać.
Po kilku minutach zjawił się łysy ubrany w mundur mężczyzna:
- Sierżant Ivan Colton.W czym mam pani pomóc ?
- Miałam się stawić na posterunku.Mój brat się tu znajduje ...
- Mój współpracownik mnie powiadomił , że ma pani tu przybyć.Pani Ruby ...
- Curtis , Ruby Curtis.Czy mogę się zobaczyć z moim bratem?
- Chyba nie jest zbyt zainteresowany.Czyta jakąś książkę i nie chce rozmawiać z nikim.Niech sama pani spojrzy.
Eric siedział na łóżku i rzeczywiście czytał jakąś książkę.Nie zdawał sobie sprawy , że jestem tu , blisko niego.Nic go nie obchodziło.
Po chwili sierżant poprosił mnie o to bym z nim porozmawiała o moim bracie.Właściwie nie wiedziałam o nim zbyt wiele , gdyż nie mieliśmy ze sobą kontaktów od wielu lat , więc policjant dowiedział się o nim bardzo mało.Po jakiejś godzinie wyszłam z posterunku.Byłam przestraszona.
Bałam się , że Eric pójdzie do więzienia.
Bałam się strasznie ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Moja rodzina powiększyła się o jednego członka.Dla złudzeń nie chodzi o dziecko lecz o zwierzę.Zaadoptowałam kotka o imieniu Leah.
Maluch to bardzo sympatyczny zwierz.Energicznie podchodzi do wielu działań i promienieje radością.
Kociak czasem bywa nieposłuszny , ale rozumiem go ze względu na jego wiek.Po naszym pierwszym spotkaniu zakochałam się w niej.Urocza kotka!

Dlaczego ją zaadoptowałam?
Oprócz przebywania w pracy przeważnie jestem w domu.Rzadko odwiedzają mnie moi znajomi i dlatego czuję się samotna.Ale teraz gdy mam przy sobie Leah jest mi bardzo dobrze.To świetna towarzyszka.
Jestem nią wprost oczarowana , gdy przybiega do mnie po czym wywraca się na podłogę.Zabawa z nią to świetny sposób na nudę.Polecam ! ;D

Muszę się także pochwalić tym , że dostałam awans.Obecnie jestem na stanowisku asystentki technicznej.Cieszy mnie to nie tylko , dlatego że zarabiam więcej pieniędzy , ale jestem także szczęśliwa z powodu tego , że moje marzenie wkrótce może się stać rzeczywistością.

Po pracy udałam się do najspokojniejszego miejsca w Bridgeport jakie mało simów zna.Kiedyś pokazał mi je Nathan ... A z resztą !
To były bagna , takie błotniste , mokre bagna.
Uważam , że szpilek i kusych spódniczek nie powinno się tam nosić.Przynajmniej teraz już wiem.
Kiedyś po imprezie u koleżanki zdarzyło mi się tam pójść.Kompletnie oszołomiona jeszcze po imprezie weszłam na most by powzdychać.Gdyby nie szybka interwencja przechodnia to napewno nie wydostałabym się ze szczeliny , która powstała na skutek obciążenia mostu.Powodem tej sytuacji były moje ciężkie szpilki.Ale to mam juża za sobą.
Mianowicie ...
Będąc w pracy zmuszona zostałam przez mojego szefa do posprzątania sali po niechlujnych aktorach , którzy urządzili "bitwę na jedzenie" Zajęło mi to ok. dwóch godzin.Opłacało się.
Dostałam podwyżkę , a moja ocena pracy znacznie urosła , jednak zmęczenie dokuczało.
Wtedy uzmysłowiłam sobie , by pójść do tego miejsca , o którym wcześniej wspominałam.
Nazywałam je "Zakątkiem ciszy".
Usiadłam na ławce.Mogłam odpocząć.
Nie bałam się , że przyjdzie jakiś zbój i mnie zabije , wręcz przeciwnie.Wydawało mi się , że ten "Zakątek ciszy" unosi się gdzieś w powietrzu i tylko ja mam do niego dostęp.Niestety , nie tylko ja mam do niego dostęp.
W pewnym momencie obok mnie usiadł jakiś mężczyzna ubrany w brudne łachmany.Na twarzy widoczne było błoto , którym był także wymazany na rękach i ubraniach , jeżeli te łachmany można tak było nazwać.Patrzył na mnie swoimi zaszklonymi oczami znajomym wzrokiem , jakbym już tego człowieka gdzieś spotkała.Po chwili wszystko już było jasne.To był mój brat.Nie wiecie nawet jak się czułam.Byłam strasznie podekscytowana , że mogę znowu porozmawiać z własnym rodzeństwem , że jednak nie jestem sama.Niestety znowu coś we mnie wybuchło.Wstrzęłam awanturę.Byłam zła , dlatego że nikt z mojej rodziny nie dawał oznak życia , że nie podjął starań o odszukaniu mnie.
Nikt.Kompletnie nikt.On nie zdawał sobie sprawy co przeżyłam.Matka go kochała.Mówiła mi prosto w twarz, że to jej najukochańsze dziecko.Ona mnie nienawidziła.Nigdy mnie nie chciała.Taki mój los ...

Zaprowadziłam go do mojego domu.Był wręcz zdumiony jakiego mieszkania się dorobiłam.
Opowiedziałam mu wszystko o tym kto mnie uratował i jak potoczyły się moje dalsze losy w Bridgeport.
Był oszołomiony.
Zrobiło się już dość późno.Leah spała , a my rozmawialiśmy o naszych wspomnieniach przy kubku kawy.Stwierdziłam , że już pora spać.Z szafy wyciągnęłam śpiwór , który dostałam od Judy.
Eric (mój brat) był zachwycony.Pewnie od jakiegoś czasu nie było go stać na takie wygody.
Właśnie i w tym rzecz.Miałam mętlik w głowie.
Po co Eric przybył do Bridgeport , przecież nie wiedział , że tu jestem nawet moja własna matka nic nie podejrzewała.Dlaczego był taki brudny , ubrany w podarte i brudne ubrania?W przeszłości zawsze mieliśmy czyste i niezniszczone ciuchy.
Czyżby tak jak ja został wyrucony z domu?
Postanowiłam się go spytać o to wszystko rano.


Obudziłam się wcześniej niż zwykle.Na śniadanie zaserwowałam tosta z serem.Eric zajadał go jakby nigdy niczego takiego nie jadł.Nic dziwnego , skoro żył na ulicy.Po ukończeniu posiłku zaczęliśmy oglądać TV.W pewnej chwili zaczęłam go pytać o tą całą sytuację , która go dotyczyła.
Odpowiedział tylko:
- Ruby , to długa historia.Nie chcę cię zanudzać.
- Ale to mnie nie zanudzi , no powiedz mi ...
- Kochana siostrzyczko , proszę cię nie mam siły , kiedy indziej ci opowiem.
- No dobra.
Eric wstał z sofy i poprosił żebym zrobiła to samo po czym mnie przytulił.Brakowało mi tego ciepła jakie daje rodzina.Wzruszyłam się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Znowu to samo ! - krzyknęłam.
Tak , " znowu to samo ! ".
Jak zwykle obudziłam się bardzo późno , bo o dwunastej rano , a zważywszy iż do pracy muszę iść na trzynastą nie pozostało mi wiele czasu.
W pierwszej kolejności przygotowałam sobie śniadanie.Jedną z moich pasji jest gotowanie.Odziedziczyłam to hobby po mojej babce , która zaraziła nim moją "biologiczną" matkę.Na tę rozrywkę mam bardzo mało czasu przez co niedokształcam się tak często.Postanowiłam , że zrobie hamburgera z serem , moje popisowe danie.Uwielbiam zapach wydobywający się z garnka.
To mnie uszczęśliwia.Po śniadaniu szybko ubrałam się i popędziłam do pracy.

Po osiemnastej byłam już w domu.Przewidywałam , że będe siedzieć w domu na kanapie zajadając popcorn oraz oglądać głupie filmy romantyczne , ale tak się nie stało.Moi najlepsi przyjaciele: Sonya i Nathan wyciągneli mnie na miasto , a dokładniej do "Jasnoty" , luksusowego klubu.
A teraz krótko i zwięźle na temat naszego pobytu w tym lokalu. ;D

- Poproszę jeszcze jednego , sir - odrzekła pochłonięta drinkami Sonya z wielkim szacunkiem do barmana.Wszyscy wiedzieli , że przesadziła , ale barman ze szczerym uśmieszkiem podawał jej kolejne napitki.Wiele osób było na parkiecie.Ludzie tańczyli energicznie(oprócz Sonyi) i nie zastanawiali się nad tym aby pójść do domu.Nawet ja.Żwawo ruszałam tyłkiem , aby przypodobać się wszystkim imprezowiczom.Tańczyłam z Nathanem , który pokazywał mi swoje kocie ruchy.W pewnym momencie spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem niż zazwyczaj , takim ponętnym.
Postanowiłam , iż zaskoczę go i resztkami sil pokazałam mu najlepsze ruchy jakie potrafię.
Chyba mu się podobało
Kiedy miałam już dość wraz z grupą weszliśmy do jakuzzi , w którym roiło się ponad 1ooo bąbelków.
Rozmawialiśmy o rzeczach , które nie przychodziły by nam na myśl gadać o nich w stanie trzeźwym.
Z resztą tej nocy wszyscy robili co chcieli.
Nawet ja trochę zaszalałam.Postanowiłam podmuchać trochę miętowych bąbelków co mnie bardzo wzmocniło.Byłam w transie.Teraz już wiem , że bąbelki uzależniają , i to jak !
Pod koniec imprezy , Sonya bełkocząc oznajmiła mi , że wraca do domu , gdyż musi zająć się swoim małym synkiem , którego zostawiła pod opiekę sąsiadki.Postanowiłam , iż ze względu , że zostało jeszcze sporo czasu wypiję jeszcze trochę drinków.
Niestety efekt był niezadowalający.Nie mogłam stanąć na nogach , a w dodatku strasznie mnie mdliło.W pewnym momencie ułożyłam się na podłodze , a w myślach powtarzałam sobie , iż to tylko sen.Nathan zajął się mną.Nie był tak upity jak wszyscy.Wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego domu.I właśnie wtedy film mi się urwał ...


Następnego dnia obudziłam się w łóżku.Co gorsze nie było to łóżko znajdujące się w moim mieszkaniu.Spostrzegłam , że obok mnie leży jakiś obcy mężczyzna.Z niedowierzaniem dokładnie mu się przyjrzałam.Bez wątpienia był to Nathan.W mojej głowie padało coraz więcej pytań.
Co się stało poprzedniej nocy?Czemu leżę obok Nathana?Co on ze mną zrobił ? Co ja zrobiłam ?
To była dość dziwna sytuacja.Przespałam się z własnym przyjacielem ...
Po chwili usiadłam na krześle znajdującym się przy biurku.
Wpatrywałam się w ogromne lustro umieszczone na stole zastanawiąjąc się.
- Ciekawe jak mi teraz wszystko wytlumaczy , cholerny drań ...
- To bardzo proste - nagle za mną zjawił się on , mój przyjaciel - Tamtej nocy ułożyłem cię w moim łóżku , a ja sam poszedłem spać na sofie.Po chwili usłyszałem twoje wołanie.Przybiegłem do sypialni myśląc , że coś ci się stało , ale ty nie czułaś się źle , wręcz przeciwnie.Leżałaś roznegliżowana na łóżku.Podeszłaś szybkim krokiem łapiąc mnie za ramię po czym wyszeptałaś:
- pragnę cię ...
Nie wyraziłem sprzeciwu.Byłaś tak pociągająca , że ...
- Dobra starczy już , nie musisz więcej opowiadać tyle mi wystarczy.
Wtedy Nathan wyszedł z sypialni.
W moich oczach pojawiły się łzy ....
  • awatar Sylwia Rura: Moim zdaniem byłas pijana i nie powinien ci tego robić.
  • awatar Gość: zawsze jedno z przyjaciół się zakochuje ;)
  • awatar Leah & Others: @.Suzie.Black.: to mój przyjaciel ! xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Moje mieszkanie bardzo mnie zadowala.
Nie jest może duże , ale w sam raz jak dla jednej osoby , a w dodatku wygodne i schludne.
Wrzucam pare fotek z mojego domu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jest takie dziwne uczucie , kiedy dowiadujesz się , że spierniczyłaś komuś życie , a zwłaszcza wtedy , gdy te słowa padają od własnej matki.Nic dziwnego , pijaczyna nie chciała takiego życia w nędzy i w brudzie sama z dzieckiem , na które ojciec nie miał zamiaru płacić alimentów , bo uważał , że to nie jego bachor.
Tak , moje życie było pełne przykrości.
Największy ból zadała mi matka , kiedy kazała mi się wynosić z domu z byle powodu.Miałam wtedy tylko piętnaście lat.Wiedziałam , że coś jej dolegało , że to jakaś choroba psychiczna, która nie daje jej normalnie żyć.

Moja błękitna walizka była już spakowana.
W pośpiechu ubrałam się w podarte dżinsy oraz szary T-shirt z nadrukiem , na który założyłam bluzę o barwie miodowej. Na nogach miałam wtedy zaduże tenisówki , z których byłam wyśmiewana w szkole przez koleżanki z klasy i nie tylko.
Do mojej skórzanej torby zabrałam zrobione dzień wcześniej kanapki z marmoladą i ruszyłam w drogę.
Od tej pory moje życie się zmieniło.
Postanowiłam , że pojadę autobusem do oddalonego od mojego rodzinnego domu o pięć kilometrów miasta Bridgeport.Tam jednak ludzie nie przyjeli mnie tak dobrze , jak mi się wydawało.
Przez trzy dni włóczyłam się po zaśmieconych ulicach widząc okrutny los , który spotyka takie osoby jak ja.Najdziwniejsze było to , iż nikt nie zwrócił na mnie uwagi , choć bardzo wyróżniałam się spośród innych wędrowców przybyłych , by poszukać jakiegoś schronienia.Przez trzy noce spałam niedaleko śmietniska.Uprzejmi biedacy zrobili dla mnie miejsce w swoim ubogim domu i ugościli mnie najlepiej jak mogli.
Następnego dnia był wtorek , 14 kwietnia.
Spacerowałam po centrum , by jakoś zaradzić nudzie jaka mnie przybijała.
I wtedy spotkałam ją , młodą pięlęgniarkę , niejaką Judith Shepard.Była młodą , pełną energii kobietą , która nie bała się wyzwań.Tak jest do dzisiaj , choć nie jest już taka młoda.Ona zastąpiła mi matkę.Dziś Judy jest moją sąsiadką.
Niedawno załatwiła mi mieszkanie w naszym bloku.
Właściwie to nie wiem czy tak poprostu można nazwać ten dom mieszkalny "blokiem".Nie jest to może apartamentowiec , ale spełnia wszelkie moje wymogi.Dziękuje całym serce Judith ...


Oh , zapomniałam się przedstawić.Nazywam się Ruby Curtis i mam 24 lata.W obecnej chwili pracuję jako statystka na Zapleczu Kryształka Pikczers.
Już od dzieciństwa marzyłam , by zostać aktorką , ale wiele osób wmawiało mi , że to nierealne.
A jednak marzenia się spełniają ...
  • awatar Sylwia Rura: Świetna, ale dobijająca historia. Będę tu zaglądać. ;*
  • awatar Adriane Rain: Przeszłaś przez przykre wydarzenia, mam nadzieję, że uchronię swoje dzieci przed takimi sytuacjami. Czekam na dalsze wpisy.
  • awatar Gość: Bardzo się cieszę, że nas piszących jest coraz więcej. Przykra, ale i ciekawa historia. Czekam na dalsze opowiadania :) Blog jak na razie bardzo dobry, będę zaglądać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›